Kobieta – robot wieloczynnościowy

Tak się właśnie ostatnio czuję – niczym maszynka do produkowania zamówionych przez kogoś i przez siebie samą niekończących się czynności. Wielu czynności. Bardzo różnych czynności. Czynów i myśli, dodajmy. Nie wiem, czy to życie dostało takiego rozpędu, czy to ja sama nastręczam sobie okazji do twórczego wykorzystywania każdej sekundy swojego życia. Tak, każdej sekundy. Wiem, że nie da się cały czas czegoś robić, ale nawet gdy nie działam i pozornie odpoczywam siedząc niewinnie na kanapie, moje myśli buzują, niczym porażone prądem chmury na nieboskłonie.

Jestem na diecie, a właściwie podłączyłam się do diety mojego M. Dieta jest bardzo fajna, taka user-friendly, w dodatku smaczna, zdrowa i nie chodzi się na niej głodnym. Powolutku odczuwam jej pozytywne efekty, czuję się też fizycznie wyśmienicie, ale… jestem jednocześnie urąbana przygotowaniami. Normalnie chcąc coś zjeść, idziesz do sklepu, lodówki, kupujesz i jesz to, na co masz ochotę. Ponieważ zwykle gotuję z głowy, posiłkowanie się przez cały czas wytycznymi – wagowymi i ilościowymi – jest co nieco męczące i takie ograniczające moją wolność. Robię jednak to, co mi każą mądrzejsi ode mnie – niczym ten robot wieloczynnościowy. Jeśli akurat nie siedzę w kuchni, to myślami jestem w niej – co dziś jeszcze powinnam zblendować, udusić, namoczyć, upiec?

Założyłam sobie, że czerwiec będzie moim miesiącem „w ruchu”. Wystartowałam z przytupem – dziesiątki kilometrów na rowerze, nordic-walking, dynamiczne spacery po lesie czy parku, ruch, ruch, ruch… Z dnia na dzień ku mojej rozpaczy coraz mniej intensywny. Nie dlatego, że nie chcę – przeciwnie! Chcę bardzo. Powszechnie wiadomo, że fizyczne zrycie się, to najlepsza terapia do mózgu. Jednak nadane sobie samej funkcje jakoś nie dają rady sprostać jedynie dwudziestoczterogodzinnej dobie. Krótko z czasem, już nie wspominając, że brak chwili na odpoczynek!

A propos. Dłuższy urlop mamy zaplanowany dopiero na początek września, ale już teraz siedzę myślami na południu Europy, zastanawiając się jak zorganizować każdy spędzony tam dzień, by był ciekawy, pełen dobrych wibracji, ale nie zmarnowany na leżenie na plaży. Czasu jeszcze dużo, a ja już się denerwuję faktem, że nawet przewodnika nie zakupiłam. Zdążę? Muszę. Na szczęście, udało nam się ustalić trasę i główne przystanki. Ekscytuję się i stresuję na samą myśl. Boszsz, zaraz lipiec!

Praca zawodowa nie przysparza mi „plaży”. Nie bez powodu wiele lat temu powiedziano mi, że jedyne, co jest w korporacji pewne, to zmiana. Myślisz, że coś, co raz zostało zmienione, pozostanie takie w swoim kształcie przez lata? Nic bardziej błędnego. To, co jest pewnikiem dziś, zostaje bez sentymentów obalone jutro. Nie bierz tego do siebie, a wychodząc do domu, zamknij tę szufladkę w mózgu na kłódkę aż do następnego ranka. Łatwo powiedzieć… Ech, gdyby to było takie proste! Oczy jakieś takie podkrążone, noce jakby mniej przespane, a robot wieloczynnościowy ma coraz bardziej wytarty program „korpo”. W dodatku znikąd pomocy!

Weekendy są takie fajne! Lato nakręca do działania – przyjemnego spędzania czasu na tarasie, wczesnego wstawania, kaw wypitych w ogrodzie, śniadania zjedzonego „na trawie”. Człowiek wstaje i myśli: co dziś zrobimy? Gdzie pojedziemy? Co nowego zobaczymy? Co zjemy? No i dzieje się: a to przejechane niemal sto kilometrów, by obejrzeć aktualne kwitnienia w arboretum, a to zwiedzony Ogród Botaniczny wraz z wystawą modnych kaktusów i sukulentów, a to z przyjemnością wykonana sesja fotograficzna dla młodych, pięknych dziewczyn, a to ogórki małosolne robione pomiędzy, a to czytana z wypiekami na twarzy pełna kobiecych emocji poezja. W trakcie zmywam, gotuję, sprzątam, pielęgnuję ogród, myję liście domowych kwiatów, plotę kwietniki ze sznurka, chcę się uczyć nowoczesnej kaligrafii (kaligrafii?? – chyba zwariowałam!), planuję wielką zmianę w życiu.

Czy to wszystko, co czytacie, brzmi chaotycznie? Niestety, tak właśnie jest. Nie mam pojęcia, jak dojść do ładu z natłokiem myśli i zajęć. Jak nie zapomnieć o regulacji brwi i opiłowaniu paznokci, depilacji łydek, uprasowaniu koszuli, wyczesaniu podszerstka u psów, o miłości, obejrzeniu z koncentracją ulubionego serialu. To tylko miliony z wielu milionów wykonywanych codziennie czynności. A przecież jeszcze chciałoby się znaleźć czas na marzenia. Marzę i wierzę, że jeśli mam odwagę marzyć, to śmiałość do realizacji zamierzeń będzie równie mocna i trwała.

Czy doba może być dłuższa? Czy kobieta to z natury i z założenia taka niespokojna dusza, czy to mnie się tak przytrafiło, że chcę więcej, niż realnie mogę?

Powiedzcie, jak to jest u Was, albo… nie mówcie nic, bo pewnie robicie jedną z powyższych czynności, jeśli nie dziesięć na raz…

 

3 myśli na temat “Kobieta – robot wieloczynnościowy

  1. Oj Aguś, gdybym Cię nie znała /ciut/, pomyślałabym, że napisałaś złośliwy artykuł o mnie … . Miałam tak dziesiątki lat…, a do tego praca w tzw. „ruchu ciągłym”, czyli weekendy, Święta, Wigilie, w nocy, na pobudkach i od wczesnego popołudnia do 22.00. Zapomniałaś jeszcze o praniu, prasowaniu /pościeli również/, tortach, weckach i ciągłym tyraniu, by wszyscy wokół byli zadowoleni a ja dumna i szczęśliwa. Bardzo Ci współczuję, jesteś na najlepszej drodze, by „się własnoręcznie zarąbać”, jak ja to uczyniłam… . Dzisiaj jestem szczęśliwym człowiekiem, już mnie nic nie gna, już niczego nie muszę…, ale zapłaciłam za to najwyższą cenę!!!, już nic nie mogę!!!, bo w tym cholernym wirze zapomniałam o sobie… . Dzisiaj już mogę tylko marzyć, gorzej z realizacją, straciłam zdrowie, bezpowrotnie, bez szans … . „Przystopuj, zwolnij, pamiętaj, Ty jesteś najważniejsza” i to wcale nie jest pusty slogan, nie martw się na zapas, skupiaj się na „tu i teraz”, koń ma dużą głowę, niech się martwi. Pamiętaj, że masz prawo do … /w tym wypoczynku/, nie zapominaj, że obok jest mąż, który też wiele może, zaufaj Mu, nie jesteś niezniszczalna, niezastąpiona, inni też to zrobią dobrze /a może i lepiej?/. Nie pamiętam jaki jesteś znak zodiaku, ja Panna /pedantka/ i tak miałam… . Zastanów się, czy warto!!!?

    Polubienie

    1. Długo się zastanawiałam, co Ci napisać, Małgosiu – bo przecież wiele z nas zapomina o sobie w codziennej orce i setkach obowiązków do zrobienia – i wiesz, sądzę, że opamiętanie zwykle przychodzi za późno. Właśnie kiedy zdrowie zaczyna szwankować, a my nie jesteśmy już takie, jak kiedyś. Dzisiejsze młode kobiety chyba bardziej o siebie dbają i na więcej spraw nie zwracają uwagi. Nie zrobi się, trudno. Ja zwykle mam poczucie wyrzutów sumienia, że czegoś nie zrobiłam – dziwne i niezdrowe. Bo przecież od bałaganu w zlewozmywaku czy nieskoszonej trawy na czas jeszcze nikt nie umarł. Mamy wpojone – my, „poprzednie” pokolenia – że kobiecie nie wolno odpuścić, że musi odhaczać po kolei codzienne rzeczy z listy, a na koniec jeszcze być piękną i powabną. Cóż, staram się odpuszczać i myśleć, że ktoś też zrobi dobrze… bo przecież robią, ale mogą więcej! Ściskam Cię serdecznie 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s