Gotowi na ciepłą piżamę?

Z niemałym zdziwieniem wyłowiłam z wczorajszego bloku reklam jakieś obco brzmiące zlepki słów typu: „gorączka, ból gardła, infekcja, kaszel”. Ale że jak to tak. Że niby co się raptem zmieniło. Skąd to w ogóle. To musi być jakaś koszmarna pomyłka speców od marketingu. Niemal przed chwilą przecież udowadniano nam konieczność posiadania nowych mebli ogrodowych do przyjęć pod chmurką, wciskano najnowsze klimatyzatory do naszych domów, doradzano w kwestii wyboru filtrów do opalania czy odcienia najmodniejszych klapek, a tu wyjeżdżają znienacka z jakimś Neosine Forte, bo w powietrzu chłody, wirusy i w ogóle. Ja się tak nie bawię, to nie tak miało być.

Owszem, z radością przerobię maliny na nalewki, śliwki na powidła, pomidory na domowy przecier, zamknę też w słoikach antonówki na zimową szarlotkę. Co więcej, zamrożę dynię, zioła i co tam jeszcze dobre duszyczki-mistrzynie kuchni zasugerują. Wymienię letnie kwiaty w donicach na trawy, wrzosy, gaulterie, ozdobię schody do domu barwnymi dyniami i lampionami. Ale żeby tak raptownie zesłać to wredne zimno i deszcze na myślące jeszcze letnimi kategoriami człowieki? Niestety, los jakoś nie ma dla nas litości. Zaczęło się TO, i wcale nie najprzyjemniej. Jest kiepsko. Słabo. Do dupy. Choć się jeszcze bronię, to chcąc nie chcąc marznę nocą w koszulce na cienkich ramiączkach, smętnie zamieniam miejscami cienkie topy z puszystymi swetrami, chowam głębiej blado różowy lakier do paznokci i szukam tego o śliwkowym odcieniu.

pumpkins-1642231_1280

Jeśli ktoś myśli, że nie znoszę jesieni, to się grubo myli – ja ją uwielbiam! Na wszystko jest jednak właściwy czas i jakaś płynna kolej rzeczy – gdzie to babie lato, gdzie przyjemne jeszcze wieczory, gdzie smak białego schłodzonego wina. Można byłoby przecież jeszcze poradować się przełomem lata i jesieni, a tu tymczasem tak gwałtowny przeskok wręcz przytłacza, zabierając radość z i tak nieuniknionego. Nie chcę jeszcze flanelowych piżam, grubych skarpet, szali i kardiganów! Nie chcę rozgrzewających zup, gorącej herbaty z imbirem, szybkiego zapadania zmroku. Na to szykowałam się za jakieś dwa tygodnie, ale nie teraz, nie tu, jeszcze nie!

lonely-1784160_1280

Co mogę? Ano chyba tylko pojęczeć w ukryciu. Może jeszcze pójść na grzyby w przeciwdeszczówce, rozstawić świece zapachowe na parapecie, zrobić zapas czerwonego wina, przeszukać półki księgarni. Coś jeszcze? Przede wszystkim, pogodzić się z rytmem natury, który rzadko kiedy zwraca uwagę na nasze osobiste preferencje i oczekiwania wobec tego, co los ma nam zapewnić. Jesień jest piękna i ma wiele zalet. Wygląda na to, że w tym roku znacznie szybciej trzeba sobie o nich przypomnieć. A Wy, jesteście już mentalnie gotowi na flanelowe piżamy czy wciąż spoglądacie w niebo za letnimi promieniami słońca? 🙂

autumn-1751115_1280

Agnieszka – mentalna Pani Jesień 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s